obrazek nagłówka
obrazek lewystrona głównaimprezyartysciSprzęt technicznyfirmakontaktobrazek prawy

Jestem właścicielem jednej z największych Agencji Artystycznych w Polsce. Specjalizujemy się w organizacji plenerowych koncertów estradowych i imprez masowych, Dni Miast, ale zajmujemy się też m.in. organizacją imprez kameralnych, akcji promocyjnych, koncertów zleconych, oprawą artystyczną imprez sportowych, Sympozjów i Zjazdów oraz organizacją zaplecza technicznego imprez i festiwali.


Marek Łaciak - prezes Agencji Artystycznej JEDYNKA

Marek Łaciak - prezes Agencji Artystycznej JEDYNKA

Prezydent RP pan Bronisław Komorowski w dniu 24 sierpnia 2011 roku odznaczył prezesa Marka Łaciaka "ZŁOTYM KRZYŻEM ZASŁUGI" dla kultury Polskiej. Odznaczenie wręczył wojewoda dolnośląski Marek Skorupa ( na zdjęciu poniżej od lewej)


MAREK ŁACIAK - biografia marek łaciak życiorys

Wrocław, wrzesień 2012

MAREK ŁACIAK - ŻYCIORYS PEŁNY - NAWET NAZBYT

 

Pochodzę ze stolicy Beskidów - Bielska-Białej . Mój ojciec był dyrektorem zakładów włókienniczych "Lenko-Unia", a matka nauczycielką. Od najmłodszych lat wpajano we mnie umiejętności menedżerskie, bowiem ojciec był komendantem Hufca Beskidzkiego ZHP i organizatorem różnych imprez na Podbeskidziu, w których brałem udział - jako nieletni obserwator a czasami "pomagier", a matka aktywnie działała w Sodalicji Mariańskiej, której "szefował" ówczesny metropolita krakowski, późniejszy papież - Karol Wojtyła.

 

Już nie pamiętam kiedy, ale moja starsza siostra Jadwiga wzięła mnie na koncert zespołu "New Orleans Stompers" .Siedziałem wtedy w pierwszym rzędzie i jedyne co pamiętam to wielki bęben perkusisty i w miarę równo uderzane w ten bęben - "bum - bum". Siostra widząc, że wytrzymałem te muzykowanie kupiła mi za to jakieś muzyczne czasopismo, mówiąc że to jest TO !!! . To był to miesięcznik- "Jazz".

 

W Podstawowej Szkole Muzycznej i później w Liceum Ogólnokształcącym udzielałem się społecznie - organizowałem różnego rodzaju akademie, grałem na kontrabasie w zespołach muzycznych m.in. z popularnymi później w Polsce gwiazdami big -beatu piosenkarzem Jackiem Lechem, ,z saksofonistą Zbigniewem Bizoniem , Juliuszem Lorancem ("Alibabki") , b. Rektorem katowickiej Akademii Muzycznej - Andrzejem Zubkiem ,czy akompaniując na paru koncertach w zastępstwie "Filipinkom", redagowałem licealny miesięcznik "KALORYFER czyli Wolna Trybuna Ucznia", a także działałem na aktorskiej niwie w teatrzyku przy Domu Kultury "Włókniarz" wraz z .... Jerzym Stuhrem, Henrykiem Talarem, Alicją Jachiewicz . Bawiłem się tez w modelarstwo lotnicze i szybownictwo na lotnisku w Aleksandrowicach. Kiedyś w październiku 1964 r. pojechałem na szybowisko "ŻAR" i przez znajomości kolegów z Aeroklubu i przypadek na "fali" osiągnąłem wysokość 4.000 m. Miałbym wtedy "diament", ale że było to po znajomości, wiec chronometraż i szybowiec "Mucha" SP 2106 o tym do dziś milczy...

 

Mój ojciec pracował w jednym pokoju z innymi włókiennikami - ojcem Bohdana Smolenia, ojcem Romana Frankla (syn Marii Koterbskiej ) i ojcem popularnego piosenkarza- Jacka Lecha. A ponieważ co roku jeździliśmy na kolonie do Pucka lub Szczyrku, gdzie było tam też wiele bratnich dusz, "żar" artystyczny we mnie się rozszerzał, nie wspominając o ciągotkach turystycznych, bowiem z ojcem Leonem jeździłem na zimowiska i obozy harcerskie, a w każdy ciepły weekend chodziłem po beskidzkich połoninach na Szyndzielnię, Klimczok, Baranią Górę itp.

 

Bielsko leży blisko Krakowa (ok.80 km), gdzie studiowały tam dwie moje siostry, wiec w "nagrodę" mogłem co rok pojechać na krakowskie "Juwenalia", gdzie moja średnia siostra Krystyna, uzdolniona muzycznie (grała na fortepianie, świetnie śpiewała i znała język angielski) "brylowała" w muzycznej branży, wiec poznałem kilku muzyków grających w "Szwagrach" czy późniejszych "Wawelach".

Po zdaniu matury byłem jeszcze w Krakowie przez miesiąc na tzw. "zajęciach przygotowawczych", ponieważ za namową nauczycieli i rodziny postanowiłem studiować polonistykę.

 

Kolejny etap tego wtajemniczenia to pobyt na spotkaniu młodzieży w podwarszawskim Zalesiu Górnym w 1964 roku z okazji wielkiej fety - 20 lecia PRL. Pojechałem tam z drugą siostrą Jadwigą, solistką w góralskim zespole AGH "Skalni", gdzie liderem muzycznym, grającym na tzw. "prymach" był Władek Trebunia-Tutka. Na obozie było wiele zespołów muzycznych - m.in. dixielandowe "The Warszaw Stompers" i gdańskie "Flamingo". 22 lipca 1964 r. na Placu Defilad spotkałem muzyczny kogel - mogel. Na paru estradach tańczyły zespoły folklorystyczne, tu i ówdzie pojawili się pierwsi "big-bitowcy", a całkiem z boku jazzmani - i to nie tylko tradycjonaliści. Wokół tej estrady - co mnie wcale nie zdziwiło - było dużo młodzieży, wykazującej spore zainteresowanie tą muzyką. Tu i ówdzie brylowały oryginalne jeansy - nawet "Super Rifle" czy parę "Levisów", kraciaste koszule i ciemne słoneczne okulary. To co mnie też zaintrygowało to fakt, że po jakiejś partii muzycznej granej razem lub osobno, słychać było wielkie brawa. Ki diabeł, czemu im tak często biją brawa. Przypomniałem wtedy sobie zajęcia w bielskiej Podstawowej Szkole Muzycznej - do którego uczęszczałem przez parę lat i lekcje z prof. Kazimierzem Koterbskim (ojcem słynnej piosenkarki Marii) o synkopowaniu, jazzie i nie tylko.

 

Po wakacyjnych szaleństwach, braku paru punktów aby być krakowskim studentem i zanim wyemigrowałem do Wrocławia na studia, przez rok jeszcze byłem na "przechowaniu" w Bielsku. Znajomości z obozu w Warszawie zaprocentowały, bowiem każdy przyjeżdżający do Bielska -Białej na koncert zespół odwiedzałem i wchodziłem na koncerty jako VIP, dzięki znajomościom z muzykami i ich ówczesnymi opiekunami - panami Góreckim i Janem Ciszewskim (tak-ten TV dziennikarz sportowy) z katowickiej Wojewódzkiej Agencji Imprez Artystycznych, którzy na ówczesne czasy byli "managerami" zespołów estradowych. Także w 1964/1965 r. kontynuowałem działalność na niwie muzyczno-artystycznej i szybownictwo.

 

W 1965 r. przyjechałem do Wrocławia i zostałem studentem filologii polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego - wtedy jeszcze im. Bolesława Bieruta . Dlaczego tak odległy od BB - Wrocław ???

 

Po pierwsze : Kiedy w 1962 r. przejechałem sie po Polsce "autostopem" z siostrą Jadwigą, jednym z przystanków była szeroka droga pod Wrocławiem. Któryś z kierowców powiedział, że to najszybsza droga do Berlina i na West. Coś mi wtedy w duszy zagrało.

 

Po drugie : kiedy miałem być szybownikiem, wysłano mnie do Wrocławia do tzw. "Cebuli", czyli Centralnego Ośrodka Badań Lotniczo - Lekarskich. Tam znaleziono u mnie drobną niewydolność organizmu ( spowodowana kontuzją narciarską) i marzenia o wysokich lotach się skończyły.

 

Po trzecie: mieszkał w Wrocławiu kolega ojca ze szkolnej ławy, który był profesorem miejscowego Uniwersytetu. Był w Bielsku parę miesięcy wcześniej z serią wykładów o egipskich wykopaliskach. Ja byłem jego "pomocnikiem" i po tygodniu wspólnego podróżowania po beskidzkich miastach powiedział mi, że marnuję się w Bielsku i czas wyrwać się w świat. Tym światem miał być dla mnie Wrocław.

 

Byle tez powód czwarty . W okolicach nie było wyższej Uczelni ( Kraków mi "podpadł") , najbliższy Uniwerek był albo w Łodzi lub Wrocławiu). Mnie ciągnął WEST.

Studia na filologii polskiej odbywałem w budynku na Grodzkiej 12. Na pierwszym roku było nas ponad 150 osób - z tego 30 - to faceci (kończyła w 1970 roku -30 -tka). Studiowali ze mną m.in. Andrzej Ostrowski - radiowy sprawozdawca sportowy; sława scen polskich -aktorka Ewa Dałkowska, kabareciarz Stanisław Szelc, dziennikarze: Ela Gonet, Jan Dębek, Jan Mazur, Marek Rybczyński, dziennikarz i literat Piotr Załuski, słynny językoznawca Jan Miodek czy prorektor Uniwersytetu - Władysław Dynak. Miałem dobre notowania, bo pilnie się uczyłem i mam wielu świadków, że najwięcej czasu spędzałem w czytelni "Ossolineum" na wkuwaniu lektur, których mieliśmy w ciągu roku przeczytać i poznać ich zawartość z minimum 100 woluminów. A że to, co piszę to prawda, jest na to dokument że w 1967 roku kiedy kręcono film o "Ossolineum" na schodach spotkała mnie ekipa filmowa i na pytanie młodej pani redaktor co tu robie odpowiedziałem prawidłowo, że czytam lektury. Była to - jak się później okazało w tym reportażu -jedyna właściwa odpowiedź, bo inne osoby twierdziły ze przechodzą do OSSO zupełnie z innego powodu. Za parę dni na korytarzu mojego Wydziału spotkałem ową dziennikarkę, która okazała się koleżanką ze studiów. To była Ela Sitek, która była w owym czasie studiowała też filologię polską i była najmłodszą spikerką telewizyjną w Polsce. Na wydziałowym korytarzu spotykałem się też Annę Panas, której mąż -pracownik TVP Wrocław -zaprzyjaźniony był z rzeszowskimi "Blauckautami".

 

Poznali się też na mnie i na Uczelni, bowiem zostałem starostą roku i...za namową prof. Stanisława Pietraszki zacząłem studiować równolegle kulturoznawstwo - wtedy jeszcze w tzw. Międzywydziałowym Studium Kulturalno -Oświatowym. Pogodzenie dwóch kierunków było trudne, bowiem oprócz nauki rzuciłem się w wir działalności kulturalnej w ruchu studenckim. Prof. Pietraszko - widząc moje rozlegle kontakty w mass mediach i ruchu big-bitowym i prawdopodobnie widząc we mnie przyszłego wykładowcę akademickiego na Uczelni, zaproponował mi urlop dziekański i rozpoczęcie studiów polonistycznych od nowa na wchodzącym w 66/67 roku układzie studiów polonistycznych, rozszerzonego już o elementy kulturoznawcze. Tak poleciały lata i chyba na II roku podczas zajęć z literatury folkloru u prof. Czesława Hernasa "przytargałem" pożyczony od córki prorektora Uniwersytetu- Zbigniewa Sidorskiego magnetofon (jego piękna córka Maria Sidorska pisała nam teksty piosenek dla Żaków i PAKTU) i zaprezentowałem na ćwiczeniach dzięki pobranej na trasach z "Niebiesko-Czarnymi" wiedzy, 15 minutowy materiał dźwiękowy o polskim folklorze, zamiast typowego literackiego monologu. Prof. Hernas podskoczył wtedy z radości i powiedział wszystkim "ex katedra", że to co ja zaproponowałem jest nowoczesną formą wypowiedzi literackiej i wiedząc o moich kontaktach w branży rozrywkowej i w Rozgłośni radiowej zainspirował mnie, aby moja praca magisterska miała podobny, dźwiękowy kształt.

 

Zacząłem więc już na III roku zbierać do niej materiały muzyczne (kontakty w Archiwum radia w Warszawie i Wrocławiu były "jak znalazł") do pracy magisterskiej zatytułowanej "Wpływ folkloru na muzykę big-bitową na przykładzie zespołów "No To Co", "Niebiesko - Czarni" i "Skaldowie " , która w finale na "luzackim" 5. roku studiów składała się oprócz twardej okładki tylko z 4 kartek, ale z 45 minutowym załącznikiem - taśmą magnetofonową. Nagrana w studio radiowym przez realizatora dźwięku Eugeniusza Galińskiego i pomocy szefa radiowej taśmoteki - Władysława Kramarczyka, zawierała muzyczne przykłady wpływu folkloru na muzykę młodzieżową, popartą wypowiedziami m.in. Katarzyny Gaertner, Ernesta Brylla, Czesława Niemena, Piotra Janczerskiego czy Wojciecha Kordy.

 

 

Też na początku studenckich czasów "poznano" się na mnie i dzięki kontaktom z czasów współpracy jako muzyk sesyjny w Teatrze Polskim i teatrzyku przy DK "Włókniarz" w Bielsku (tu ważną rolę odegrał aktor Ryszard Kotys) zaproponowano mi współpracę w Komisji Kultury Rady Okręgowej ZSP we Wrocławiu oraz w Klubie Studenckim "Pałacyk"- kultowym miejscu na mapie nie tylko Wrocławia. Organizowałem tam przez wiele lat (1966 -1974) festiwale "Jazz nad Odrą" i lokalne mutacje "Jazz Jamboree", Studenckie Giełdy Piosenki, "Juvenalia" oraz różnego rodzaju imprezy dla studenckiej braci Wrocławia.

 

Co prawda takich organizatorów jak ja było wielu w wrocławskim ruchu studenckim, ale gdy sprowadziłem na "jam session" w 1967 roku do "Pałacyku" gwiazdy jazzu i pop-u koncertujące akurat we Wrocławiu - Rolanda Kirka, Georga Fame, a na uczelni odwiedzały mnie "Alibabki", "Filipinki", Kalina Jędrusik, Wojtek Młynarski - i wielu innych tuzów show-businessu - "szczena" wszystkim opadła. Nie zdarzyło się bowiem do tej pory, aby wielkie gwiazdy na zaproszenie nikomu nieznanemu Łaciaka pojawiły się w tak szacownych miejscach Wrocławia. Miałem też wiele innych udanych działań - przez "zieloną granicę" przemyciłem muzyków udających się pociągiem z Pragi do Warszawy na festiwal "Jazz Jamboree", którzy omyłkowo wysiedli z pociągu w przygranicznym czechosłowackim Lichkowie, zamiast w polskim Międzylesiu (1967 rok), że chciałem w moim rodzinnym mieście (1967) jako Prezes Koła Regionalnego Bielszczan założyć filię Uniwersytetu Wrocławskiego, jak też że "uratowałem" ekipę Uniwersytetu Wrocławskiego jadącą na teleturniej do Łodzi, "wykradając' z radiowego archiwum Rozgłośni we Wrocławiu niektóre nagrania muzyczne. W rewanżu przywiozłem do Radia Wrocław taśmę z 50 hymnami różnych państw, które do tej pory zapieczętowane leżały w Tajnej Kancelarii Radiokomitetu. W międzyczasie szef miesięcznika JAZZ -red. Jozef Balcerak zaproponował mi współpracę z tym poczytnym pismem. Prze wiele lat na jego łamach ukazywały się moje recenzje, reportaże czy wywiady z gwiazdami jazzu.

 

W "Pałacyku" w każdy weekend grał do tańca jazzowy "Far Quartet"; Jerzy Pakulski -fortepian (leader), Zbigniew Piotrowski - alt sax, Czesław "Mały" Bartkowski/Jerzy Grossman - perkusja, Janusz "Lala" Kozłowski/ Włodzimierz Plaskota - kontrabas, Ewa Sadowska - śpiew, prezentował się kabaret "Ojców", "Kalambur" czy "Gest", przyjeżdżały "ekipy" z Hybryd (J.Pietrzak, J.Kofta, K.Paszek), łódzkich "Siódemek" czy krakowskich "Jaszczur", bywali aktorzy filmowi, którzy aktualnie kręcili filmy we Wrocławiu. Bywali też tu lokalni twórcy, aktorzy teatralni, pantomimy Tomaszewskiego, Laboratorium Grotowskiego i coraz głośniejsza ekipa wrocławskiej telewizji. Pewnego razu pojawiła się cała ekipa TVP Wrocław, która przeprowadziła bezpośrednią relacje z " Pałacyku". Na planie rządził Jacek Wenzel, pomagał mu Janek Panas, a prowadzącą program była koleżanka z polonistyki - Lena Kaletowa. Po udanym programie należało ten fakt "oblać" i tak rozpoczęła się moja wieloletnia przyjaźń z Telewizją.

 

W wolnych chwilach (tzn. miedzy zajęciami na Uczelni, czytelnią w "Ossolineum", imprezami w "Pałacyku" i spotkaniami z big-bitowcami, jeździłem po Dolnym Śląsku jako tzw. "techniczny" w Dolnośląskiej Estradzie. Nosiłem muzykom instrumenty i wzmacniacze, bawiłem się też za reżysera dźwięku. To wszystko przy Niebiesko-Czarnych, Czerwono-Czarnych, Bizonach, Trubadurach, Czerwonych Gitarach, Amazonkach i innych grupach. Tu poznałem najlepszego na owe czasy realizatora imprez - Ryszarda Kozicza, który po przeniesieniu się do Warszawy ożenił się z Łucja Prus i był managerem "Skaldów", Maryli Rodowicz, Czerwonych Gitar i miał w "Pagarcie" ksywę -król RWPG.

 

Kolejnym krokiem do znajomości w muzycznej branży był w 1966 r. Harcerski Lipiec Muzyczny w Olsztynie. Jak już wspominałem we Wrocławiu organizowałem Festiwal JAZZ NAD ODRA ( w marcu 1966 byłem rzecznikiem prasowym, bo byłem jedynym który znal się na drukowaniu biuletynów za pomocą powielacza), dzięki temu poznałem "kwiat" warszawskiej branży dziennikarskiej. Jednym z nich był Bolesław Krasucki - późniejszy dyrektor PAGARTU - który zaproponował mi współpracę przy warsztatach muzyczno-literackich. Wykładowcami byli m.in. Jerzy Wozniak - główny reżyser TVP Łódź, Leszek Michniewicz i Sławomir Pietrzykowski - najlepsi wtedy w Polsce nagrywacze - czyli radiowi reżyserzy dźwięku (to oni nagrywali w studio S-1 Niebiesko-Czarnych z Niemenem, Kordą i Rusowicz, Czerwono-Czarnych z Kasią Sobczyk, Tonim Keczerem i Karin Stanek i innych). Był tez Wojciech Młynarski, Adam Makowicz (wtedy jeszcze Matyszkowicz), Andrzej "Wujek" Kurylewicz i Andrzej Jaroszewski - wtedy jeszcze dziennikarza Radia Kraków, a potem po przeprowadzce do Warszawy "guru" Redakcji Muzycznej 1 Programu Polskiego Radia. Jednak największa gwiazdą były harcerskie "Alibabki", którym dyrektorował Bolek Krasucki, a szefem muzycznym był kolega z bielskiego muzyka - Juliusz Loranc. Moje kontakty z "Alibabkami" trwają później przez wiele lat. A dzięki jednej z nich - Wandzie - poznałem jej męża, redaktora 3 programu Polskiego Radia - Jana Borkowskiego, u którego w "Trzech kwadransach jazzu" przez okres pracy w "Studio 202" co poniedziałek zamieszczałem swoje relacje dźwiękowe z koncertów, które wrocławskim wozem transmisyjnym nagrywałem w "Rurze" lub na licznych jazzowych (i nie tylko) koncertach na Dolnym Śląsku.

 

Zdarzył mi się też epizod organizowania we Wrocławiu półfinału I Wiosennego Festiwalu Muzyki Nastolatków, które później w finale wygrali "Skaldowie". Drugie miejsce zajął wrocławski NASTOLATKI. Oba te zespoły na finał do Sopotu pojechały właśnie z Lipca Muzycznego z Olsztyna. Dzięki kontaktom z "Jazzu nad Odrą" oraz Harcerskiego Lipca z Olsztyna, pod koniec lat 60-tych nawiązałem bliższą współpracę z Rozgłośnią Regionalną Polskiego Radia jako redaktor programów muzycznych, byłem też kierownikiem popularnych zespołów muzycznych, takich jak "PAKT" i "Romuald i Roman". Z zespołami tymi nagrywaliśmy w studiach radiowych, robiliśmy programy telewizyjne, wydawaliśmy płyty i koncertowaliśmy. Ponieważ Radio miało wspólny budynek z Telewizją, spotykałem na swej drodze liczne grono telewizyjnych żurnalistów.

 

W 1967 ściągnąłem na "Jazz nad Odrą" maturzystów z mojego Liceum Muzycznego ( A.Zubek - piano, Bronisław Suchanek - kontrabas, Kazio Jonkisz - perkusja, Bogdan Skawina - trąbka , którzy otrzymali wtedy wyróżnienie, by w roku następnym (1968) już jako studenci Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach, wzmocnienie Jerzym Jarosikiem - flet otrzymać II nagrodę.

 

Studia na polonistyce - jak się to mówi - przeleciały (stwierdziłem bowiem, że nauczycielem języka polskiego nie będę i na Uczelni jako adiunkt nie zostanę) i z początkiem 1970 roku zakończyłem studiowanie, nie broniąc gotowej, oddanej, przygotowywanej przez 3 lata pracy magisterskiej i rozpocząłem dzięki wstawiennictwu Janka Panasa i Jacka Wenzla pracę w Ośrodku Telewizyjnym we Wrocławiu.

 

Początki mojej pracy w TV były żywcem wzięte z "Nikodema Dyzmy", bowiem przy realizacji mojego pierwszego programu transmisyjnego z hotelu "Monopol" zdarzył się incydent rodem z tego filmu.

Na koniec programu, kiedy moją rolą było trzymanie tzw. "plansz końcowych", zepsuła się telewizyjna kamera. Na polecenie jakie otrzymałem na inspicjenckie słuchawki przez reżysera Jacka Wenzla, żeby przejść z planszami do innej kamery, polecenia natychmiast wykonałem, z tym że przy tej kamerze operatora już nie było, bo chyba uważał ze jego praca sie skończyła. Postawiłem wiec na stojak kilkanaście plansz, złapałem kamerę, aby te plansze własnoręcznie skadrować. W tym momencie wydarł sie na mnie jakiś facet ubrany w skórzany płaszcz, pożyczony chyba z SB, abym opuścił kamerę. Mając u uszach ponaglający głos z reżyserki, aby szybko plansze ustawić, oburknąłem coś temu facetowi w języku łaciny kuchennej. Facet się zamknął i zniknął. Po programie podchodzili do mnie członkowie ekipy i chyłkiem gratulowali mi odwagi. Okazało się ze "opieprzyłem" dyrektora technicznego telewizji, sympatycznego jak się później okazało inżyniera Bogusia Glazera, z którym przyjaźń trwała potem do dosłownej "grobowej deski". On mnie przepraszał, ze nie wiedział, że "padła" kamera i że ja jestem współpracownikiem telewizji, a ja go przepraszałem za to, że jeszcze się z nim nie zapoznałem. Zresztą to on po latach zaproponował mnie Andrzejowi Waligórskiemu, jako potencjalnego szefa do powstającej w Rozgłośni Sekcji Nagrań, bowiem "warszawka" przydzieliła nam "cacko" w postaci magnetofonu wielośladowego amerykańskiej firmy 3M, który w innych Rozgłośniach w Polsce był tylko marzeniem.

 

Po powrocie z harcerskiego Olsztyna zaproponowano mi "managerowanie" zespołowi ŻACY(1967 -1969) Zbigniew Rosicki / Jerzy Czeladyn - gitara, Jerzy Glatz - bass, Andrzej Jezierski/Grzegorz Zydel - perkusja, Włodzimierz "Nanka" Szomański - gitara, śpiew, Jacek Kowalski - śpiew. Zespół był pod opieką Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu i Przedsiębiorstwa "Hala Ludowa", którego szefem Działu Imprez był późniejszy szef rozrywki TVP Wrocław - Bohdan Piechowski. Ten kontakt przydał mi się później na wiele lat . ŻACY koncertowali w klubie ZNICZ przy Domu Studenckim Politechniki przy ul. Wita Stwosza (obecnie hotel "Sajgon"), był laureatem wielu Przeglądów (najlepszy wokalista Wrocławia -Włodzimierz Szomański 1967, najlepszy wrocławski perkusista Andrzej "stopa" Jezierski 1968 (jego uczniem był Andrzej Tylec - R&R, Niemen). Składał się ze studentów Politechniki i Wyższej Szkoły Rolniczej. Rozwiązał się w maju 1968. Grzegorz Zydel i Jerzy Czeladyn trafili do ELAR 5. Równocześnie sympatyzowałem zespołowi "Nastolatki". Był to już drugi skład, z którym poznałem się wcześniej w Olsztynie. Nazwa " Nastolatki" (nieistniejące wówczas polskie słowo) powstała podczas zapowiadania jednego z pierwszych występów grupy przez konferansjera zespołu - Stanisława Stolarczyka. Zespół jako pierwszy na polskiej scenie muzycznej wprowadził choreografię w wykonywanych utworach, czyli równoczesne wymachiwanie nogami i równy wojskowy krok w przód i tył w wykonaniu trzech gitarzystów. Ten krok "zmałpowali" inne zespoły big-bitowe i na pewno tańczony był na dancingach jako "madison". Wiosną 1966 roku formacja przeszła pod patronat Związku Harcerstwa Polskiego i zgłosiła się do Wiosennego Festiwalu Muzyki Nastolatków Aleksander Nowacki (lider grupy; gitara, wokal), Adam Szladow (gitara, wokal), Natan Walden (gitara basowa, wokal) i Adam Bielawski (perkusja).

 

Gdy Czesław Niemen który wraz zespołem "N-C" był etatowym zespołem Dolnośląskiej Estrady i tworzył "Akwarele" w miejsce Pawła Brodowskiego (który poszedł do woja) i szukał zastępstwa, zaproponowałem Niemenowi Natana Waldena. A grupa "Żacy" wzmocniona Natanem grała w pierwszym wrocławskim "Non-Stopie" (wakacje 1967 r.) w nieistniejącej dzisiaj kawiarni "Sezam" (obok hotelu Polonia"). Nie brałem aktywnego udziału w tej imprezie, bo od pierwszych dni lipca spędzałem czas w Jednostce Wojskowej w Opolu, bowiem po pierwszym roku studiów udałem się na rozkaz na 6 tygodniowy obóz wojskowy i tam też złożyłem przysięgę na ... wierność i posłuszeństwo... i stałem się starszym szeregowym LWP. Obóz wojskowy był dla mnie wypoczynkiem, bowiem w pierwszym dniu tam pobytu, z odbywających "wojo" razem z filologami i prawnikami (byliśmy w "piechocie") oraz artystami - studentami ASP i Wyższej Szkoły Muzycznej - stworzyłem zespół muzyczny i zamiast na zajęciach z taktyki, regulaminów czy na poligonie, koncertowaliśmy w okolicznych opolskich Jednostkach wojskowych. A ponieważ w tym czasie "wojo" w Orkiestrze Dętej odbywał Czesław Bartkowski (ten z pałacykowego "Far Quartetu"), stąd moja wiedza o jazzie i jego pokrewieństwie do big-bitu wzrastała. Na dodatek mój "Kałach" był najlepiej zachowanym i celnie strzelającym egzemplarzem w całej Jednostce, więc szefowie mojej kompanii nosili go za mnie...

 

Jako szef założonego przeze mnie Kola Regionalnego Bielszczan (było ich we Wrocławiu ponad 300 osób), za namową Burmistrza Szczyrku Bronisława Węgrzynkiewicza w 1968 roku zorganizowałem w Szczyrku taneczny NON-STOP. Spotykał tam się przez lipiec i sierpień cały kulturalny Górny Śląsk i Zagłębie, a takiego wysypu pięknych kobiet tam się bawiących nie widziano potem w Szczyrku przez wiele lat. Gwiazdą był "Romuald & Roman", lokalne "Juhasi" (protoplaści "Golec Orkiestra") i czechosłowackie "Flamingo", które nagle, nic nikomu nie mówiąc, po 3 dniach koncertów wyjechało do domu. Następnego dnia "Non-Stop" zawieszono, bo przez Szczyrk, Salmopol i Wisłę jechały już wojska Układu Warszawskiego do Czechosłowacji.

 

Po wakacjach w wolnych chwilach dalej jeździłem po Dolnym Śląsku już na wyższym szczeblu jako tzw. "techniczny inspicjent" w Dolnośląskiej Estradzie, pomagając tym razem organizatorom koncertów przy ich rozliczaniu i dalej siedząc na koncercie za konsoletą jako reżysera dźwięku.

 

Na początku 1969 r. związałem się z zespołem "Ad Libitum" Wojciecha Popkiewicza. Była to wrocławska odpowiedź na krakowską "Anawę". Zespól związany był z Klubem Muzyki i Literatury oraz "Pałacykiem". Wojciech Popkiewicz - śpiew i fortepian; Roman Pawluk i Michał Gołębiowski - skrzypce; Wanda Balcar - śpiew i flet, Marek Pijarowski - fortepian, Ewa Tracz - wiolonczela, Zbigniew Czwojda - trąbka, Roman Lochert - perkusja, Leszek Miądowicz, Paweł DRAB Drabowski, Jacek Breza, Robert Woroniecki, Elżbieta Szakowska, Wiesław Kaczmarek - śpiew oraz Jurek Zawisza, Juliusz Śliwak, Jurek Śliwak, Hieronim Kędzia . Najważniejsze wydarzenia to udział w Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w 1969, czy FAMA 1969. Największy jednak sukces Wojtka to Nagroda Dziennikarzy podczas VII KFPP 69 za piosenkę " Romantyczność" ("Kocham świat" ) w wykonaniu Joanny Rawik.

Na FAMIE sporo koncertowaliśmy. Było tam wiele grup z Wrocławia - m.in. ELITA, Sami Swoi, Kalambur. W amfiteatrze odbył się zaimprowizowany turniej Wrocław kontra Kraków, który wygraliśmy w "cuglach". Tam tez przeżyliśmy wszyscy wielki społeczny wstrząs, oglądając w nocy bezpośrednią transmisje z lądowania Amerykanów na Księżycu. Tam też w świnoujskim hotelu "Wisus" ówczesny szef Komisji Kultury Rady Naczelnej ZSP -ex wrocławianin Włodzimierz Sandecki zaproponował mi stałą prace w Warszawie. Wolałem wtedy jeszcze kontynuować studia, niż być w stolicy. FAM-owskie kontakty przydały się w przyszłości, bo zaprzyjaźniłem się z Teatrem STU, krakowskimi "Słowiankami" i lubelskim zespołem Pieśni i Tańca UMCS. Tam też zadzierzgnąłem pierwszy poważny kontakt z ELITĄ.

 

Po powrocie z FAMY odwiedził mnie w "Pałacyku" (gdzie założyłem Wrocławski Klub Jazzowy) ówczesny guru wrocławskiej muzyki - Tadeusz Prokop i zaproponował mi - już naprawdę zawodową -współpracę grupą beatową PAKT która powstała w styczniu 1969 roku i do tej pory nie miała managera. Była już laureatem II Młodzieżowego Festiwalu Muzycznego i zajęła tam w finale (18-20.07.1969) IV miejsce, a jako jedna z dwu najlepszych grup Polski Południowej (obok ""Dżambli") wzięła udział w VII KFPP "Opole 69" w koncercie "Popołudnie z młodością". Rok później wystąpiła ponownie w na VIII KFPP w Opolu w koncercie PREMIERY OPOLE'70 i bardzo udanie na magnetycznym w owych czasach Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. We wrześniu 1970 r. zespół został zaproszony przez Operetkę we Wrocławiu do udziału w wystawianym "novum"- śpiewogrze Katarzyny Gaertner i Ernesta Brylla i "Na szkle malowane".

Większość nagrań radiowych grupa PAKT dokonała w Radiu Wrocław. Niektóre z nich stały się przebojami np. "Ballada o wiatrakach", "Żal do motyli", "Milczy kamień przy drodze", "Tulipany", "Dialog pretensjonalny", "Gdzież ona nocuje", "Drogowskazy". Utwory te prezentowane były w Radiowej Liście Przebojów, Studio "RYTM", Klubie Grającego Krążka, Radiowym Magazynie Przebojów. Grupa PAKT występowała też w niezliczonej ilości programów telewizyjnych, koncertach estradowych i festiwalach. Przez okres swej siedmioletniej działalności wydała dwie płyty długogrające. Zespół występował  na terenie Wrocławia głównie klubach "Pałacyk" i "Piwnica Świdnicka". Ewa Wójcik - śpiew; Tadeusz Prokop - śpiew, gitara; Zbigniew Wrzos - gitara; Edward Basaraba - gitara basowa; Jacek Krzaklewski - perkusja. W połowie 1971 r. gitarzystą basowym został Jerzy Kordas , a T. Prokopa zastąpił Lesław Kot. W roku następnym do PAKT-u dołączył perkusista Lech Chalimoniuk , J. Krzaklewski objął funkcję gitarzysty a Z. Wrzos - basisty. Z zespołem współpracował także Włodzimierz Krakus - flet, instrumenty perkusyjne. Z końcem 1974 r. grupa rozwiązała się. Później pojawił sie "Super Pakt" z Andrzejem Pluszczem i Janem Borysewiczem, ale była to już inna formacja. Część muzyków z PAKT-u znalazła się w 1975 r. w grupie "Romuald i Roman".

 

Nagrania dla radia i telewizji odbywały się wyłącznie w Dużym Studio wrocławskiej Rozgłośni. Na archaicznym sprzęcie dokonywano naprawdę "cudów". Nagrania realizowane były zawsze nocą - od 21 -szej do białego rana, za pomocą techniki półplaybacku. Najpierw nagrywano cześć instrumentalną, a potem partie wokalne. Sukcesem nagrania było utrafienie z proporcją miedzy oboma ścieżkami, ale nie zawsze się to udawało. Pierwsze nagrania PAKT-u wspierała duchowo i muzycznie Katarzyna Gaertner, która wtedy przygotowywała w Operetce śpiewogrę "Na szkle malowane". Za jej pomocą nagrano pierwszy wielki przebój PAKT-u "Ballada o wiatrakach". Potem czasami z zespołem występował z Bruno O`Ya ( aktor i piosenkarz estoński, który zamieszkał na stale we Wrocławiu i tu się ożenił z Anną Sukmanowską, dziennikarką TV Wrocław, a później Dziennika Telewizyjnego TVP 1 Warszawa), a zespól był stałym "nagrywaczem" czołówek i podkładów instrumentalnych do rodzimej produkcji telewizyjnej.

 

W wakacje (1970 - 1975) jeździliśmy z PAKTEM albo do Mielna lub Giżycka, gdzie w wypoczynkowych ośrodkach studenckich graliśmy do tańca studenckiej braci. Przy okazji koncertowaliśmy w innych ośrodkach i stało się tak, ze w Domu Kultury w Giżycku przez 4 lata graliśmy co weekend do tańca, będąc prekursorami późniejszych dyskotek. W Giżycku zaprzyjaźniłem się ze studentami krakowskiej Szkoły Teatralnej z kabaretu "FIUT" (Film I Ewentualnie Telewizja)- Dorota Pomykała, Marzena Trybała, Janusz Rewiński, Jan Prochyra, Marek Litewka, Bogdan Sobczuk i inni . A w Mielnie koncertowaliśmy już razem z laureatem Opola 1969 - ELITĄ.

 

Potem z "Romualdami" i innymi grupami co rok "wypoczywaliśmy" w ośrodku studenckim w Łazach, gdzie Janek Kaczmarek i Zenon Laskowik prowadzili "warsztaty" kabaretowe. Tam też poznałem spikerkę Radia Wrocław i telewizyjnej Dwójki - Iwonę Kubicz.

 

A ja, nie rezygnując z działalności w ruchu big-bitowym i studenckim, podjąłem z dniem 1.09.1970 r. pracę we Wrocławskim Ośrodku Telewizyjnym jako kierownik produkcji - dodam - najmłodszy w całej Telewizji Polskiej (miałem wtedy 24 lata) . Rozpoczynałem swą pracę w Redakcji Informacji (W. Gregorowicz), Publicystyki (W. Rosiński), Literatury i Dramatu (J. Szymkiewicz) i nowopowstałej redakcji programu 2 TVP (H. Pacha) - A. Głębocka, A. Dzieduszycki, A. Matynia, A. Pasierski, W. Dzieduszycki i inni, produkując wszystkie słynne spektakle Teatru Telewizji z Wrocławia (i to jeszcze na żywo, nie było jeszcze Ampeksów, BCN-ów i Betacam-ów). Z większych sukcesów mogę się pochwalić produkcją cyklu programów "Pokochać wiatr" - nagroda miesięcznika ŻAGIEL im. L. Teligi oraz kultowego "Kowalski powinien wypocząć", gdzie rozpowszechnialiśmy hasło budowy "2 Zakopanego" w Stroniu Śląskim na zboczu Śnieżnika. Moim tez udziałem była produkcja cyklu 5 odcinków filmu rozrywkowego "Jak to się robi" (1973), reżyserowanego przez Zbigniewa Proszowskiego, którego gwiazdą była po raz pierwszy pokazana w Polsce Helena Vondraczkowa, a partnerował "zauroczony" w niej Witold Pyrkosz. To JA ściągnąłem - jednym telefonem - jako statystów do tego filmu na wrocławski Rynek ponad 300 uczniów Technikum Żeglugi i Śródlądowej, którzy w swych marynarskich mundurach byli statystami w piosence Heleny - "Kwitek Madragory".

 

W dalszym ciągu managerowalem PAKTOWI, a potem po wyjeździe do Anglii E. Basarby i L. Kota powołałem (1974) SUPER PAKT: Ewa Wójcik - śpiew; Zbigniew Wrzos - gitara, śpiew; Jan Borysewicz - gitara; Jacek Krzaklewski - gitara; Włodzimierz Krakus - gitara basowa, śpiew; Jerzy Kaczmarek -fortepian; Ryszard Sroka - perkusja, śpiew i Jacek Baran - śpiew. W tym to zespole swoją karierę rozpoczął Janek Borysewicz, który naukę gry na gitarze pobierał w Domu Kultury na Sępolnie. Tam zwrócił na niego uwagę Jacek Baran, wówczas nasz wokalista i zabrał go do SUPER PAKT-u. Potem Borysewicz grał z Polsko- NRD - owskim duetem " Katia &Roman" (Runowicz - ex Romuald &Roman) , następnie w zespole Ireneusza Dudka , z "Budką Suflera" i w 1981 założył LADY PANK . Z Super PAKTU po paru miesiącach po dokooptowaniu trzech ex "Romków" (Romuald Piasecki, Jacek Baran, Stanisław Kasprzyk) powstała druga, jakże udana mutacja grupy "Romuald & Roman".

 

Grupa "Romuald & Roman"- kultowa grupa PRL przełomu lat 60 /70 - (najbardziej do dzisiaj znana w Polsce wrocławska kapela rockowa) zawiązała się w marcu 1968 r. jako supergrupa wrocławskiej sceny rockowej. Tytułowi liderzy szefowali dotąd dwóm czołowym zespołom - Romuald Piasecki - "Grupie I", która specjalizowała się w repertuarze z "pop listy" i Roman Runowicz - zespołowi "EL-AR", który na tle konkurencji wyróżniał się ambicją kreatywną.

"Romki" zaraz po powstaniu stali się bardzo popularni w kraju. Atutem zespołu oprócz znakomitej strony instrumentalnej było uzupełnienie występów efektami działającymi na stronę wizualną. Twórcą tych happeningowych zdarzeń był przyjaciel zespołu - Stanisław Lose. Jego pasją był koncert rockowy jako widowisko, happening. Trudno precyzyjnie określić jego funkcję w zespole, bowiem do dziś nie spotykamy nikogo podobnego, a jego ówczesne kreacje do dziś, mimo całego postępu, w kraju nie mają sobie równych. Najprościej nazwać go można było reżyserem światła i efektów specjalnych, choć to dalece nie wyczerpuje sprawy. Staszek zmieniał koncerty R & R w feerię świateł, barw, ruchu, złud, marzeń. Przystosował też pojęcie "psychedelic" dla charakteru koncertu grupy.

W listopadzie 1968 r. grupa wygrywa dwa konkursy studenckiego rocka, w marcu 1969 r. występują w Sali Kongresowej, a na II Młodzieżowym Festiwalu Muzycznym w 1969 r. zajmuje drugie miejsce. Ważnym etapem otrzymanie prestiżowej nagrody znanego ówczesnego publicysty Romana Waschko - "ZŁOTA WAŻKA"- dla najciekawszego zespołu roku 1969.

Zespół w 1975 r. reaktywuje się ponownie, godząc awangardową formę i treścią progresywnej muzyki dawnych "Romków", ze współczesnymi kanonami muzyki jazz-rock. Cechami charakterystycznymi dla drugiego wcielenia grupy (1975-1978) było rozszerzenie możliwości brzmieniowych przez stosowanie niekonwencjonalnej techniki instrumentalnej, zastępowanie tekstu pisanego improwizowanym, instrumentalne traktowanie partii wokalnych, brzmieniowe, dynamiczne i rytmiczne zróżnicowanie poszczególnych części utworów . Tak jak pierwszy skład z lat 68-70 , tak też ten nowy skład był gwiazdą wieczorów tanecznych w Warszawie (1975,1976 r.), gdy wzbogacony organami Hammonda i pianem Federa "riffy" gitar Romualda Piaseckiego i drugiego gitarzysty - Jacka Krzaklewskiego ściągały do non-stopu w "Hali Gwardii" na wakacyjne weekendy przez dwa miesiące ówczesną czołówkę krajowych muzyków i krytyków. I na darmo konferansjer tych koncertów - Zbigniew Niemczycki ( tak - ten sam !!! ) błagał ponad 5 tysięczną widownie o spokój .Nawet grająca z nami przez pierwsze dwa tygodnie w 1975 r. węgierska grupa LOKOMITIV GT dała sobie spokój, bo byliśmy dla nich zbyt silni. Inna sprawa ze graliśmy na ich sprzęcie, co dawało nam dodatkowego "kopa". A ze fama o naszych warszawskich sukcesach rozeszła się w Polskę, przez dwa tygodnie (1976) liderowaliśmy też sopockiemu NON-STOPOW-i (1975 - 1976) Jacek Krzaklewski , Romuald Piasecki, Zdzisław Janiak - gitary, Zbigniew Wrzos - gitara basowa, Stanisław "Stanley" Kasprzyk - perkusja, Leszek Kot, Jacek Baran / Włodzimierz Grzesik - śpiew; 1976-1977, Romuald Piasecki - gitara, Mieczysław Jurecki / Marek Purzycki -bass, Sarandis Jovanudis -perkusja, Leszek Kot / Mirosław Bielawski - śpiew, Krzysztof Orłowski / Michał Kieńko / Janusz Góralski - Fender piano; Zbigniew Stemplowski - organy Hammonda; Michał Kieńko - trąbka; Krzysztof Orłowski - Flet, harmonijka ustna.

 

Gdy powstała "druga" formacja grupy Romuald & Roman, dzięki namowie red. Andrzeja Jaroszewskiego pojawiliśmy się jako pierwszy "żywy" zespól w studio "Lata z radiem"(1976). Tam zaprzyjaźniliśmy się z prowadzącym audycje red. Sławomirem Szofem, który zauroczony naszym antenowym entuzjazmem napisał tekst piosenki, który z czasem stal się motywem audycji - "Płonie, płonie ognisko" i wielokrotnie był emitowany na radiowej antenie. Dzięki częstym wizytom w "LzR" naszą popularność odzwierciedlały tłumy radiosłuchaczy podczas żywego wydania audycji "LzR" na plaży w Mielnie i wieczorny koncert w Kołobrzegu, gdzie mimo 2 godzinnego spóźnienia, publika amfiteatru nie opuściła.

 

Niezależnie co roku od 1970 do 1981 w Sylwestra graliśmy w rożnych składach w hotelu górskim "Orlinek" w Karpaczu, wtedy w miejscu zakazanym dla "maluczkich", bo tam bawiła się tylko wierchuszka - i finansowa i polityczna.

 

Ale wróćmy do mojej głównej pracy TV. Wtedy to na antenie TVP (1970 -1974) królowała rozrywka tylko z trzech ośrodków - Katowic, Łodzi i Wrocławia (reżyser: Kazimierz Oracz, Juliusz Burski, Jacek Wenzel). Nie było programu w Telewizji Wrocław, lokalnego czy ogólnopolskiego, w którym "nie maczałbym palców". W organizacji takich programów byłem niezły ( mówiono o mnie, że jak mnie wyrzucą drzwiami, wracam przez okno i sprawę załatwię ) zaproponowano mi z czasem pracę jako producent w Warszawie w Redakcji Programów Sportowych i Turystycznych. Pracując w niej w latach 1974 -1976 wraz z ówczesnym "guru" TVP - Ryszardem Dyją i Jerzym Budnym organizowałem produkcję największych widowisk sportowych - Wyścigów Pokoju, Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 1974 r. w RFN, Turniej o "Szablę Wołodyjowskiego", "Operacja Żagiel" i licznych transmisji sportowych. Oczywiście na pewno pomagała tu znajomość z wrocławskimi dziennikarzami sportowymi - kolegą z ławki studenckiej Andrzejem Ostrowskim i telewizyjnym dr Andrzejem Koziorowskim .

 

Ponieważ w tzw. "międzyczasie" postanowiłem zmienić stan cywilny (tzn. z kawalera stać się żonkosiem), a żona odpracowywała stypendium fundowane (było coś kiedyś takiego) zmuszony byłem opuścić Warszawę i do Wrocławia powrócić. Porównując wtedy pracę w TV Wrocław i TVP Warszawa (porównanie nie było korzystne dla Wrocławia), wiec na fali popularności "Czterech Pancernych i psa Szarika" oraz "Janosika" stałem się pierwszym polskim prywatnym agentem aktora Witolda Pyrkosza, z którym "kosiliśmy" niekulturalny dolnośląski i ogólnopolski ugór. Potem za namową Włodka Wińskiego, szefa grupy "Spisek" i Haliny Frąckowiak przyjąłem się do pracy w Państwowym Przedsiębiorstwie Imprez Artystycznych "Impart" (1976-1979), gdzie byłem kierownikiem - teraz by się powiedziało managerem - kilku znanych zespołów muzycznych akompaniującym na koncertach wspomnianej już Halinie Frąckowiak a potem Irenie Santor, Marii Koterbskiej, czy dodatkowo organizując wraz z Andrzejem Kokotem - występy "Elicie". JĘCOM GÓRY, JĘCOM i kabaret DREPTAKI (1974 -1977) Witold Pyrkosz, Marian Wiśniowski, gościnnie Bogusz Bilewski, Andrzej Mrozek, Ferdynand Matysik, Zygmunt Bielawski, Witold lub Halina Bobrowicz; SPISEK (1976 -1977) Halina Frąckowiak, Leszek Paszko - puzon, Włodzimierz Wiński -sax tenor, Andrzej Diering -trąbka, Jacek Krzaklewski -gitara, Leszek Chalimoniuk -perkusja, Mieczysław Jurecki - gitara basowa, Janusz Góralski - piano Fendera; (1977 - 1979), Kwintet Aleksandra Mazura + Irena Santor, Maria Koterbska, (Aleksander Mazur -Hammond, sax, Zbigniew Czwojda- trąbka, Leszek Chalimoniuk / Ireneusz Nowacki - perkusja, Jacek Krzaklewski - gitara, Maciej Roda / Mieczysław Jurecki - gitara basowa.

 

Pod koniec sierpnia 1979 roku, red. Andrzej Waligórski zaproponował mi etatową pracę w Rozgłośni Polskiego Radia we Wrocławiu w słynnym i niedostępnym maluczkim "Studiu 202" lub jak kto woli - kabarecie "Elita". Wraz z inżynierami z radiowej techniki Włodzimierzem Rybarczykiem i Stanisławem Kołodziejem oraz nadwornym kompozytorem "Elity" - Włodkiem Plaskotą rozruszaliśmy działalność Sekcji Nagrań Radia Wrocław, nagrywając na nowo zakupionym cacku - magnetofonie wielośladowym Nikt nie wierzył w powodzenie tej misji, a niektórzy "życzliwi" winszowali mi, abym się jak najszybciej wyłożył - ale na przekór ich oczekiwaniom Sekcja Nagrań ruszyła w ciągu dwóch miesięcy. W radiowych studiach (1979 -1985) spędzaliśmy wtedy prawie wszystkie popołudnia, noce i poranki, nagrywając niesamowite ilości muzyki na płyty, dla filmu, teatrów z całej Polski, Telewizji Wrocław i najwięcej na antenę radiową, bazując na założonym przeze mnie zespole "Wrocław Band", którego członkami byli wrocławscy muzycy: Włodzimierz Wiński, Ireneusz Nowacki , Mietek Jurecki, Romek Frey, Jacek Krzaklewski , Jerzy Kaczmarek i inni . Staliśmy się wtedy najbardziej twórczym zespołem produkcyjnym w Polskim Radiu. Aby te nagrania pojawiły się na antenie radiowej, rozpocząłem realizacje cotygodniowej audycji STUDIO GAMA, która na antenie programu 1 Polskiego Radia Warszawa była emitowana, co tydzień - do 13.12.1981 r. W latach 1980 i 1981 byłem autorem największej ilości ogólnopolskich audycji muzycznych z Wrocławia. Zostałem też automatycznie managerem Andrzeja Waligórskiego i ELITY, organizując im serie koncertów. ELITA + STUDIO 202 - rożne wariacje (1978 -1993) Andrzej Waligórski, Włodzimierz Plaskota, Marek Materna, Jerzy "Kocio" Skoczylas, Jan "magister" Kaczmarek, Stanisław Szelc, Leszek "Mały" Niedzielski, Leszek "Ignac" Ignaszewski.

 

Moje pojawienie się w "Studio 202" miało chyba też inny, początkowo ukryty cel, bowiem na tamte czasy "Elita' nie miała zbyt dużo koncertów, co powodowało, ze Janek Kaczmarek brał udział w różnego rodzaju chałturach, m.in. z Laskowikiem, z TEY-em czy ze Zbyszkiem Lesieniem i Piotrem Fronczewskim. Andrzej Waligórski ściągnął mnie chyba do Radia też i po to, aby oprócz rozkręcenia Sekcji Nagrań, z ELITY i "Studia 202" zrobić dobrze funkcjonującą maszynkę do robienia pieniędzy. Po krótkim okresie zaczęło mi się to udawać ( ekord - zagranie 18 koncertów w przeciągu 3 dni (po 6 dziennie) w kinie "Kopernik" w Gorzowie Wlkp.

Ale aby dowiedzie się czemu Janek nie zawsze koncertuje z "Elitą" poszliśmy we dwójkę na "piwo" do "Agawy" i tam Janek przyznał mi się, że nie koncertuje z "Elitą" , ponieważ... nie ma w domu telefonu..???!!!! . Na moje pytanie, czy będzie "grał" jak mu telefon załatwię oświadczył, że oczywiście TAK, TAK, TAK !!!.

Wziąłem wiec od niego pisemne oświadczenie, że tak naprawdę będzie i zacząłem "załatwiać" dla niego telefon. Nie było to skomplikowane, bo okazało się ze Janek nawet nie złożył wniosku o to urządzenie. Na moje pytanie, zadane po paru dniach "załatwiania" - dlaczego nie złożyłeś wniosku na telefon, odpowiedział mi, że w jego nowej okolicy nikt telefonu nie ma, wiec nie wierzy w to że i on go dostanie. Nie znał jeszcze wtedy siły mojego "przebicia", bo po tygodniu miał w domu telefon, a ELITA / "Studio 202" zaczęła mieć stałe występy. Od jesieni 1979 do końca 1981 roku przejechaliśmy wzdłuż i wszerz Polskę z Kabaretem "Elita" (zagraliśmy ponad 200 koncertów) i ... zdarzył się pamiętny dzień 13 grudnia 1981 roku.

 

W tym to czasie (1979 -1981) z telewizyjnego Kierownika Produkcji stałem się radiowym redaktorem - producentem. Robiłem też własne audycje muzyczne na antenę ogólnopolską - Studio "Gama" oraz relacje z "Campingu Muzycznego" w Lubaniu (1980, 1981, tu rozpoczął swą karierę "Maanam" i "Porter Band"). To ja nagrałem po raz pierwszy w Polsce podczas "Rocku na Wyspie" w wersji "live"(1980) zespół "TSA", "Dżem" , "Daab" (z Andrzejem Krzywym jako wokalistą). Otrzymałem za to wszystko pod koniec 1981 r. dyplom "Za największy wkład w produkcję radiową w Polsce", przydzielony mi przez ówczesne szefostwo Redakcji Muzycznej Polskiego Radia w osobach red. Witolda Pogranicznego i ... Marka Niedźwieckiego.

 

To ja "wykradłem" - nie wiedząc że założono na koncert "embargo" - z opolskiej Rozgłośni Radiowej taśmę z nagraniami z festiwalu (1980 r.) z koncertem "Z tyłu sklepu" Laskowika i Smolenia i następnego dnia po jego premierze w opolskim amfiteatrze cała Polska ( naprawdę !!! ) kopiowała i słuchała z zapartym tchem taśmę z tego kultowego koncertu. Po latach, na którymś z koncertów "Elity" w Gdańsku z udziałem Lecha Wałęsy, usłyszałem do niego, ze rozpowszechnione przeze mnie nagranie z tego koncertu przyczyniło się, obok słynnego wystąpienia papieża Jana Pawła II (... niech zstąpi Duch Święty... ), do rozbudzenia patriotycznej świadomości Polaków.

Taśmy tej szukała e-SB-ecja po zajęciu Rozgłośni przez wojsko 13 grudnia roku pamiętnego. Szukali tez taśmy z nagraniami Zwoźniaka i piosenki "Falkonetiego"(o ówczesnym sekretarzu KC PZPR) . A taśmy te, opisane, leżały na wierzchu mojego biurka, bowiem dzień wcześniej (12.12.1981) położyłem je nocą po sympozjum - spotkaniu radiowych "Trójkowiczów", gdzie puszczano je na cały regulator. Po prostu szukający nie wiedzieli zapewnie, czego i gdzie szukać.

 

Po chwilowej zawierusze i udanej "weryfikacji" w Radiokomitecie (nie zweryfikowali tylko Ewy Szumańskiej i Staszka Szelca), ruszyliśmy na wiosnę 1982 roku w Polskę z wymyślonym przeze mnie programem estradowym "Ewa Bem i jej goście" z udziałem Ewy Bem, Andrzeja Zauchy, "Elity" i wspomnianego wyżej muzycznego zespołu radiowego. W tych ciężkich czasach stanu wojennego wlewaliśmy - jak sądzę - w Polaków trochę otuchy. EWA BEM i jej goście (1982 -1983) Ewa Bem, Andrzej Zaucha, ELITA (bez Szelca), Wrocław Band (Włodzimierz Wiński - sax tenor, Leszek Paszko -puzon, Romuald Frey - gitara, Włodzimierz Krakus - gitara basowa, Jacek Ratajczyk - perkusja, Małgorzata Samborska - instrumenty perkusyjne, śpiew, chórki, Janusz Lorenowicz -Fender piano.

 

Na bazie udanej trasy koncertowej z Ewą Bem, ówczesny dyrektor Impartu - Tadeusz Płaza zaproponował mi lokalną, dolnośląską organizację reaktywowanego po ponad 50 latach konkursu MISS POLONIA. Głównym pomysłodawcą była redakcja "Super Expressu" i jej dziennikarz Piotr Stawicki, a realizatorem organizator Stołecznej Estrady - Jerzy Chmielewski. I tak przez 13 lat byłem głównym "macherem" od tej imprezy, realizowałem też z niej telewizyjne reportaże, a nawet "popełniłem" film o jednej z uczestniczek tej imprezy - Małgorzacie Sajdak, emitowany oprócz anteny TVP 2 też w Interwizji i Eurowizji. Co prawda potem po paru latach te konkursy nawzajem sie zwalczały, bo była "Miss Polonia" i "Miss Polski" (nikt chyba teraz tego nie rozróżnia). Istotne to, że z "mojej ręki" pojawiły się na tronie Panie: Katarzyna Zawidzka - 1985, ś.p. Agnieszka Kotlarska - 1991, Aleksandra Spieczyńska - 1993 i Ewa Tylecka 1995. Od roku 1997 organizowałem tez równolegle wybory MISTER POLAND, ale te męskie konkursy po 7 latach umarły śmiercią naturalną.

Warto tez wspomnieć, ze w ciągu 13 lat organizacji konkursów "miss" pojawiły się i pozostały w mej pamięci sympatyczne: Anna Dąbrowska, Ilona Antoniszyn, Krystyna Kunowska, Małgorzata Sajdak, Edyta Łątka, Agnieszka Ciesielska, Violetta Frazik, Małgorzata Kozłowska, Dagmara Budziak i inne...

 

To dzięki mojej radiowej pomocy w okolicach Jeleniej Góry obył się w 1982 roku " I Piknik Country" i słynny w rockowej branży "KART Rock", gdzie nagrałem "live" "Lombard", "Perfect" i "Republikę". To właśnie nagrania z tej imprezy do dzisiaj goszczą jeszcze na różnych radiowych antenach.

 

W 1982 roku pojawiłem się na "Jazz Jamboree" i nie omieszkałem przeprowadzić pierwszego i jedynego wywiadu z Willisem Conoverem, nowojorskim dziennikarzem, autorem audycji o jazzie w programie "Glos Ameryki" za co ścigała mnie milicyjna Służba Bezpieczeństwa. Kiedy zaproponowano mi realizacje cyklu reportaży o berlińskich klubach jazzowych, SB skutecznie to mi uniemożliwiła. Ale nie miała już wpływu na moje wyjazdy do Niemiec na Targi Muzyczne i i inne reportaże dla anteny centralnej TVP Warszawa. Być może mój kolega, pracujący wtedy w BOR-rze miał większe "wejścia " w paszporty, niż lokalni - milicyjni - bonzowie.

 

Dalej też koncertowałem z ELITĄ i kiedy wojskowy komisarz w Radio Wrocław stwierdził, że to rozbój i satyra grać w kraju imprezy estradowe plując tam na ustrój i sojusze (wiadomo "Elita"), a że po każdej "trasie" koncertowej "Elity" komisarz miał dokładne meldunki gdzie kto co z estrady powiedział, ciągle zawieszano audycje "Studio 202" i moje muzyczne ... z końcem 1983 roku podziękowano mi za pracę w Radio.

 

Kiedy na bazie Sekcji Nagrań realizowałem ogólnopolskie audycje dla "Studia Gama", zwrócili się do mnie z propozycją współpracy dziennikarze "Lata z radiem", którzy po wakacyjnym sezonie redagowali poranne "Sygnały Dnia", czy korespondencje dla "Trójki". Wciągnęła mnie (1982 -1991) ta robota i kolejnym moim przystankiem było tzw." studio spikerskie", gdzie spędzałem poranki (Poranne Sygnały), południa (Studio Gama) i nocne (Zapraszamy do Trojki). A ja, mimo że nie byłem już na etacie w Radio, tylko współpracownikiem TVP, stałem się stałym korespondentem muzycznym 3 programu Polskiego Radia, ( min. audycji "Trzy kwadranse jazzu" i " Zapraszamy do Trójki"), współpracownikiem "Lata z Radiem" i producentem licznych masowych audycji radiowych i autorem niezliczonych programów telewizyjnych. Było to możliwe dzięki połączeniu obu firm w Ośrodek Radiowo-Telewizyjny z jednym wspólnym szefem - Stanisławem Pelczarem, a potem Staszkiem Wolnym, którzy dopuszczali mnie o każdej porze dnia i nocy na radiową i telewizyjna antenę. Na owe czasy byłem na 3 miejscu od góry w kominie płacowym w Rozgłośni. Przede mną był tylko red. A. O. (sport) i red. W. S. (Poranne Sygnały).

 

Ponieważ na owe czasy byłem jedynym z niewielu we Wrocławiu, który znał się na big-bitowej branży, wice-naczelny Jerzy Hankiewicz zaproponował mi redagowanie w dzienniku "Słowo Polskie" cotygodniowej rubryki "Słowo o Rytmie". Do roku 1989 pisałem w niej co tydzień o solistach i zespołach z Dolnego Śląska, "uprawiających" muzykę pop, rock, jazz i pochodne. Jeździłem też jako korespondent "Słowa" i Ośrodka Radiowo-Telewizyjnego do Opola i Sopotu, nadając stamtąd liczne korespondencje -które jako dyżurny redaktor przyjmował od mnie na telexie Czarek Żyromski - przeprowadziłem ponad 200 wywiadów, które regularnie co sobotę zamieszczało "Słowo Polskie" i TVP.

 

Kiedy z końcem 1983 r. zacząłem ponownie współpracę z TV Wrocław, wraz z red. Jackiem Wenzlem organizowałem masowe imprezy estradowe na Dolnym Śląsku. To właśnie z mojej ręki pojawiły się m.in. "Wrocławskie Jarmarki Piastowskie". Rozpoczęliśmy też z J. Wenzlem i ówczesnymi szefami rozrywki w TVP - Zbigniewem Proszowskim i Wojciechem Mannem, produkcję telewizyjnych programów rozrywkowych z udziałem wykonawców z krajów Beneluxu, ZSRR, CSRS, NRD i skąd się tylko dało dla ogólnopolskiego "Studia 2". Zrobiliśmy wtedy razem ok. 100 programów telewizyjnych, w tym nowatorskie na owe czasy "Studio 2 w stereo". Zacząłem też realizację własnych - autorskich programów telewizyjnych. Wyjeżdżałem w latach 1984 - 1991 wraz z operatorem Januszem Sozańskim i dźwiękowcem Janem Frączakiem do Niemiec (wtedy jeszcze Zachodnich), gdzie realizowaliśmy przez kilka lat dla TVP1 i TVP2 cykle reportaży muzycznych i publicystycznych (po raz pierwszy - znów !!! - z Targów Muzycznych we Frankfurcie nad Menem), polskiej Galerii "Ars Polonia" w Dusseldorfie i o Polakach w Berlinie (wtedy też jeszcze Zachodnim) itp.

Na antenę lokalną i centralną robiłem relacje z koncertujących w Hali Ludowej grup muzycznych. Szczególnie mile wspominam relacje z koncertu grupy "Iron Maiden"- (zdjęcia Leszek Kramarczyk), bo oprócz fajnych zdjęć i ciekawych wypowiedzi, zagraliśmy z nimi towarzyski mecz piłki nożnej, a gdy pojawiłem się z ekipą na Targach Muzycznych we Frankfurcie nad Menem (1985), ich perkusista Nicko Mc Brain - pamiętając mnie z Wrocławia - dał nam do kamery specjalny pokaz gry na bębnach firmy "Ludwig"

 

Dla potrzeb telewizji realizowałem pierwsze i jedyne reportaże z festiwalu Muzyków Rockowych z Jarocina (1984,1985,1986), jedyny emitowany reportaż o pobycie w Polsce Leonarda Cohena (1987) oraz film o startującej w Konkursie "Miss Polonia" wrocławiance - Małgorzacie Sajdak (1987). Moje produkcie spodobały się ówczesnemu szefowi programu 2 TVP - Józefowi Wegrzynowi, że zaproponował mi funkcję lokalnego korespondenta Teleexpresu . Przez parę lat byliście raczeni moimi niusami z Wrocławia i Dolnego Śląska. Jak pamięcią sięgam (pomagają PIT - y) przez ponad 5 lat uzbierało się tego ponad 2.000 korespondencji. Również zamieszczałem na antenie ogólnopolskie liczne reportaże z imprez muzycznych w Polsce, m.in. co tydzień do programu prowadzonego przez red. Marie Szablowską -"Stare, nowe, najnowsze".. To moim dziełem była tez pierwsza "trickowa" czołówka festiwalu w Sopocie (1987 ) i pierwszy "żywy" reportaż z tego festiwalu w ogólnopolskim programie "Antena".

 

Ponieważ robiłem sporo audycji dla radiowej Trojki i programu 1 TVP, zaproponowano mi organizację wielkiego muzycznego wydarzenia - czyli Ogólnopolskiego Młodzieżowego Przeglądu Piosenki, będącego kontynuacja dotychczasowych festiwali Muzyki Nastolatków. Był to zjazd przyszłych gwiazd polskiego rocka, od piosenkarzy do zespołów, poprzez znanych solistów. Tu swa karierę rozpoczynał Mr Zoob, IRA, Zbigniew Gniewaszewski, Mietek Szcześniak. Ja tam spełniałem wiele rożnych funkcji - byłem szefem zespołu "Wrocław Band" akompaniującego wykonawcom, autorem relacji dla radiowej 3 -ki i TVP, szefem Biura Prasy itd. Pomysłodawcą OMPP był późniejszy szef rozrywki TVP 1 i TVP Polonia -Lech Nowicki, kierownikiem literackim Janusz Kondratowicz i Andrzej Mogielnicki, a szefami muzycznymi znani kompozytorzy i aranżerzy -Waldemar Parzyński i Zbigniew Górny.

 

Równocześnie realizowałem w dalszym ciągu programy estradowe dla miasta, organizowałem różne wielkie uroczystości "ku czci" i popularne "Wrocławskie Jarmarki Piastowskie". W 1989 r. założyliśmy wraz z kolegami z "Elity" własną Agencję Artystyczną, której przez 4 lata dyrektorowałem. W dalszym ciągu też utrzymywałem współpracę z TV i Radiem Wrocław. Dla telewizji zrealizowałem duże reportaże o wyborczej trasie koncertowej Jana Pietrzaka i kabaretu "Pod Egidą" (1989) i o come-backu "Czerwonych Gitar" (1992) .

 

Agencja Artystyczna Kabaretu Autorów ELITA (tak brzmiała pełna nazwa) oprócz organizacji koncertów dla kabaretu, była tez koordynatorem rożnych imprez oraz pośrednikiem finansowym dla wielu wrocławskich artystów. Mieliśmy bowiem własne konto bankowe i z konieczności firmy, które nie mogły płacić honorariów "do reki", opłacały artystów za naszym pośrednictwem.

Osobny rozdział to nasze koncerty zagraniczne. Najwięcej ich było na budowach w NRD, gdzie pracowali Polacy zaangażowani przez polskie centrale zagraniczne - w tym wrocławski "Energomontaż". Prze 3 lata, co kwartał koncertowaliśmy dla nich, przy okazji robiąc w ciężkich czasach zaopatrzenie dla naszych rodzin. Graliśmy tez w ZSRR i na Litwie.

 

A propos Litwy i NRD !

W 1988 organizowałem na zlecenie młodzieżowych organizacji spotkanie z FDJ , w tym wizytę we Wrocławiu gen. Jaruzelskiego i E. Honeckera. Impreza była chyba udana, bo po jej zakończeniu w konsulacie generalnym NRD we Wrocławiu udekorowano mnie NRD - owskim medalem "Fur unsere Freundschaft" który wielokrotnie na granicach PRL / NRD ratował "życie" i towary wielu zacnych kolegów z branży artystycznej.

Pojechałem też w lipcu 1989 r. z ekipą TVP na Litwę, realizując reportaż o pracy ekipy polskich akustyków z poznańskiej firmy "Fotis Sound". Przy okazji zrealizowałem pierwszy na świecie (wtedy nielegalny) wywiad z szefem "Sojudisu" - Vytautasem Landsbergisem ( Landsbergis to późniejsza głowa Państwa Litewskiego, gdy Litwa ogłosiła niepodległość i stawiła opór zbrojnej interwencji ZSRR).

W chwili kiedy Rosjanie zajęli wileńską wieżę telewizyjną, z ELITA braliśmy w Wilnie udział w wyborach "Miss Polonia Litwy", to jego "bumaga" umożliwiła nam opuszczenie przejścia granicznego Litwy w ciągu 7 minut, kiedy normalnie na granicy litewsko-polskiej stało się ....tydzień.

 

 

Podczas organizacji kolejnego "Wrocławskiego Jarmarku Piastowskiego" (1989) do władzy doszli nowi ludzie. Prezydentem Wrocławia został Bogdan Zdrojewski, a wojewoda wrocławskim Janisław Muszyński. Jego asystentem był Grzegorz Schetyna. Pojawili się w pierwszym dniu imprezy na pl. Wolności i ich obecność bardzo podniosło nam rangę imprezy. Potem przez parę lat nie mieliśmy żadnych problemów z jego organizacją. Tak trwało do roku 1995, kiedy zaczęły się miejskie "jaja".

Ale kontakt z Janisławem trwał nadal i w 2005 roku zaproponował mi funkcje rzecznika prasowego Dolnośląskiego Forum Polityczno-Gospodarczego w Krzyżowej , z czasem powiększając moją pracę do koordynatora technicznego imprezy. I tak przez 5 lat byłem producentem tego Forum, załatwiając pierwszą w historii transmisję internetową, "żywe" wejścia do Wiadomości TVP 1 i wiele relacji w lokalnych FAKTACH. Zapewniałem też artystów, umilających czas narad.

 

W tym czasie (1989 -1993) w Agencji "Elita" - oprócz koncertów estradowych i programów radiowych organizowałem duże widowiska telewizyjno - estradowe np. koncert 35-lecia "Studia 202" pt: "Hej szable w dłoń", którego byłem producentem (1991), ten sam koncert na kabaretonie podczas Festiwalu Piosenki w Opolu w 1992 r. (niestety już poświęcony pamięci śp. red. A. Waligórskiego ). Agencja "ELITA" organizowała dla miasta Wrocławia - a ja jako główny producent - popularne i udane w 1989/1990/1991 wrocławskie bale sylwestrowe na Rynku z udziałem ponad 50 tysięcznej widowni.

A organizacja dużych koncertów przez Agencje nie była łatwa. Oprócz pomysłu trzeba było zaangażować wykonawców, scenografów, wynająć sale, wydrukować afisze, znaleźć sponsorów, uzgodnić rejestrację z Radiem i Telewizją, dobrać wykonawców i realizatorów, zadbać o scenografa, reżysera dźwięku i światła, sprzedać bilety i ... na tym jeszcze zarobić. Jak to się wszystko udawało, do dzisiaj nie wiem.

Pod koniec swej pracy w "Elicie" uruchomiłem dla nich cykl programów pt.: "Odjazdowa Telewizja Piracka UCHO" i kultowe widowisko estradowe - "Andrzejki Dreptaka", które powołało z własnego grona Akademię Humoris Causa, która co roku rozdaje znane w branży "Andrzeje".

 

Od 1993 założyłem własną Agencję Artystyczną "Jedynka"- Pierwszym poważnym przedsięwzięciem były plenerowe imprezy "Weekend w Rynku" (1993 i 1994). Przez dwa miesiące dla mieszkańców Wrocławia, jak też przyjezdnych gości serwowaliśmy ciekawa muzykę, dużo informacji o zabytkach Wrocławia i sporo konkursów. Relacja z Rynku emitowana była bezpośrednio na antenie Radia Wrocław, w każdy wtorek emitowany był 15 minutowy reportaż z weekendowych koncertów w TV Wrocław. I co najważniejsze, przez te dwa wakacyjno weekendowa lata świeciło nam słońce i nie spadła w Rynku żadna kropla deszczu. Kolejnym dużym przedsięwzięciem były Ogólnopolskie Targi Kabaretowe "OTAKA" 1993, które wśród licznej grupy kabaretowej wygrał "Koń Polski" i właśnie tu od Wrocławia rozpoczęła się jego estradowa kariera. Najbardziej spektakularnymi naszymi działaniami była organizacja koncertów zespołu "Mazowsze". Moja koleżanka z TVP Wrocław - Mirka Adamczak była przed laty solistką w "Mazowszu". Kiedy zwierzyła mi się, że dyrektorka zespołu Brygida Linartas żaliła się jej, że "Mazowsze" od lat nie koncertuje na Dolnym Śląsku. Mnie nie potrzeba byto tego powtarzać dwa razy. Przez trzy lata (1994-1997) "Mazowsze" koncertowało na Dolnym Śląsku przeszło 10 razy i nawet otrzymaliśmy od nich oficjalne podziękowanie na piśmie, ze uznają nas za najlepsza Agencje na ŚWIECIE. !!! A solista, gwiazda Mazowsza, Stanisław Jopek co kwartał, jak jeździłem często do Warszawy, dostawał ode mnie słoik ze smalcem, produkowanym w mini browarze "Spiż".

 

Przy okazji organizacji pobytu "Mazowsza" zdarzyła się komiczna sytuacja, że kierowca ze sprzętem i kostiumami (nie było jeszcze GPS) zamiast przyjechać na koncert do Brzegu Dolnego, pojechał do Brzegu Opolskiego. Koncert opóźnił się o godzinę, ale nikt w Hali Sportowej w Brzegu Dolnym nie robił z tego afery. Okazało się sie bowiem, że już wiele razy mylono oba miasta i tak też się stało z Romkiem Gerczakiem, który na ślub Tadeusza Drozdy zamiast do Brzegu Dolnego pojechał do Brzegu Opolskiego. I nie było by w tym nic interesującego, o czym miałbym pisać, gdyby nie fakt, że jadąc do Brzegu Opolskiego przez godzinę zabawiał żartami i śmiechem moją żonę, która jechała tym samym pociągiem do Katowic. Kiedy wysiadł w Brzegu Opolskim i zorientował się ze to nie to miasto, już do śmiechu mu nie było, bo kolejny pociąg do Wrocławia miał dopiero (jak się potem przyznał) ...za 4 godziny.

 

Kolejnym etapem to organizacja przez 5 lat (1995-1999) plenerowych imprez radiowo - telewizyjnych dla tzw. Konsorcjum Turystycznej Szóstki, czyli kłodzkich gmin turystycznych - Przewinęła się tam przez lokalne estrady czołówka polskich wykonawców (Lady Pank, Soyka, VOX, Rosiewicz, Krawczyk, MAZOWSZE, Kukiz, ŻUKI, Formacja Nieżywych Schabów, Halina Frąckowiak, Shazza, Skaldowie, Ewa Bem, Lora Szafran, Tercet Egzotyczny i inni. Każda z tych imprez miała swoja oryginalną nazwę, wymyślona przeze mnie lub szefową Konsorcjum - Grażynę Pawlicką.

Impreza w Polanicy-Zdroju, jako że rozpoczynała cykl imprez nazwała się "Wakacjadą" podczas której odbywała się "Polanica Country", czyli eliminacje zespołów "Przepustka do Mrągowa", potem Szczytna - to ""AgroFeta" z konkursem zespołów ludowych i koncertami gwiazd "disco-polo", miasto Radków - to rockowy "Piwnik", Duszniki -Zdrój to "Chopin Rock", którą to nazwę oprotestował pianista Piotr Paleczny, nie godząc się na rockowe i jazzowe wariacje na Chopinie, wiec nazwę zmieniliśmy na "F.C.Rock".

 

Osobna sprawa to imprezy "Dni Turystki Rodzinnej" w Lewinie, bo tu zaczął się upadek Violetty Villas. Na prośbę wójta - Jerzego Cierczka ściągnąłem na koncert do Lewina - Violette, której nawet wręczono honorowe obywatelstwo miasta. Nikt jednak wtedy nie przypuszczał ze Violetta wymusi na wójcie chęć powrotu do Lewina na stale i zwrotu jej domu, ( wójt szczęśliwy ze będzie miał na zawsze gwiazdę u siebie i dużo turystów ją odwiedzających ) na to się uroczyście zgodził... i jak dalej poszło, wszyscy wiemy.

 

Dzięki pracy w TVP poznałem wiele osób. Jedna z nich została dyrektorem Filharmonii i Festiwalu "Wratislavia Cantans" i zaproponowała mi funkcję Dyrektora Technicznego Festiwalu. I tak dzięki Lidii Geringer` d Odeneberg przez dziesięć lat (1997 - 2006) współorganizowałem te szacowne imprezy. Na mojej głowie było ponad 300 osób, a robiliśmy wszystko, to co zaplanowano i to czego nie planowano i wcześniej nie przewidziano. Po prostu byłem człowiekiem do wszystkiego, czyli " universal man".

 

Rok 2000 miał być dla Wrocławia rokiem szczególnym, bo miasto obchodziło Millenium swego powstania. Napisałem miał być , bo niestety para poszła w gwizdek i nic wielkiego się nie wydarzyło. Mimo, że liczna grupa animatorów kultury proponowała swoje doświadczenie i umiejętności, oraz kontakty, zostaliśmy przez władze "olani". Jedynym faktem godnym zainteresowanie był koncert jednego z trzech sławnych światowych operowych tenorów - Placido Domingo.

Koncert "Trzech tenorów" miała zorganizować dyrektorka Opery i zarazem szefowa artystyczna festiwalu "Wratislavia Cantans" - Ewa Michnik. Po prawie trzy miesięcznych przygotowaniach, poddała się. Poprosiła mnie wtedy o pomoc i po tygodniu udało mi się wynegocjować z managerem "tenorów"' jedynie solowy udział Placido Domingo. Władze miasta nie spodziewały się sukcesu moich negocjacji, bo za plecami ustawiali już logistykę realizacyjną z innymi ludźmi. Nie dano mi skończyć rozmów i pomimo wynegocjowanego przeze mnie rozsądnego - finansowego kontraktu - miasta przepłaciło. Położyło się też na realizacji tego koncertu i nawet Pan Bóg nie był im (tzn. władzom miasta) życzliwy, bo podczas telewizyjnej relacji piorun uderzył w nadajnik na Ślęzy i transmisję przerwano. A ponieważ w kontrakcie zapisano możliwość tylko jednej emisji, już nigdy koncertu później nie pokazano. Cóż, " Nec Hercukles conta plures", bo władze miasta chciały ...my sami, my sami.."

 

Podczas wakacji Wrocław staje się pustynią kulturalną - ludzie wyjeżdżają, nic się nie dzieje, a przyjezdni wołają o igrzyska. W mieście od lat nikt nie przejawia zainteresowania tym, co było niegdyś tradycją Wrocławia - Święto Kwiatów, Cepeliada, Jarmarki Piastowskie. Agencja Artystyczna "Jedynka" próbowała reaktywować popularne w latach 80-tych "Wrocławskie Jarmarki Piastowskie", ale natknęła się od razu na opór materii - imprezy te nazbyt kojarzyły się z minionym ustrojem, choć wydawałoby się, że festyn, zabawa, rozrywka są apolityczne i ponadpartyjne. I trudno było przekonać opornych, że "Jarmark Dominikański" organizowany jest już po raz trzydziesty któryś i stanowi jedną z największych turystycznych atrakcji Gdańska.

Tak czy inaczej w wakacje ludzie się we Wrocławiu nudzą. Swego czasu organizowaliśmy "Weekendy w Rynku". Grał dixieland, występowały zespoły pieśni i tańca, rozbrzmiewały walce wiedeńskie - nie podobało się, w zamian wprowadzono rocka. Okazało się, że jest za głośno. Trudno było utrafić w gusta i publiczności, i mieszkańców okolicznych kamienic, zacząłem więc forsować pomysł zorganizowanie całkiem nowej imprezy wrocławskiej. Oparłem się na doświadczeniach Łodzi, która ma swój festiwal ulicy Piotrkowskiej, uznałem zatem, że nic nie stoi na przeszkodzie, by i Wrocław miał swój festiwal - ulicy Świdnickiej. W zamyśle chodzi o to, by na ulicę Świdnicką wróciły kwiaty. "Święto Kwiatów" było przez 20 lat temu znakiem rozpoznawczym Wrocławia nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami: wystawiano kwiaty cięte, doniczkowe, wymyślne kompozycje, ale i naręcza kwiecia z ogródków działkowych. Uważałem, że po 21 latach przerwy powinno tu powrócić.

Program festiwalu (2001 -2004) składał się z paru głównych elementów. Po pierwsze - to właśnie kwiaty: cięte, doniczkowe, byliny, wykwintne kompozycje i polne narwańce. Impreza pomyślana jest i dla artystycznych układaczy kwiatowych kompozycji i dla "balkoniarzy", działkowicze ze swym dorobkiem, żeby publiczności zgromadzonej na Świdnickiej pokazali największą wyhodowaną przez siebie dynię, najcięższy pomidor, największy ogórek, a na koniec chcielibyśmy z tych wszystkich przyniesionych na ulicę elementów "przyrodniczych" na wprost PDT ułożyć dywan kwiatowy.

Drugim elementem programu było opakowanie Domu Towarowego "Renoma". W zamiarze był to happening podobny do tych, jakie robił w świecie Bułgar Christo, ale nie tak kosztowny.

Wreszcie ostatni element - dixieland. Wrocław był kiedyś stolicą zespołów dixielandowych z "Samymi Swoimi" na czele, które promowały miasto, a na każdym "Jazzie nad Odrą" był konkurs zespołów jazzu tradycyjnego. Postanowiłem Wrocławiowi przywrócić dixie; zbieraliśmy muzyków zawodowych i amatorów i ci wystąpili w paradzie ulicznej i razem zagrali standard o "świętych idących do nieba". Na festiwal zamykałem całą ulicę i ustawiałem tam stoiska z kwiatami. Odbyły sie 4 mutacje i z festiwalu zrezygnowaliśmy. Co prawda był to "Wrocławski sposób na nudę" - jak pisały lokalne media, ale był to tez "niechciany" festiwal, bo młodym magistrackim urzędnikom kojarzył się z dawną epoką PKWN i nielubianym już świętem 22 lipca. A potem przez dziesięć lat w okolicach Rynku i ulicy Świdnickiej w czerwcu i grudniu ustawialiśmy domki handlowe i trwał w najlepsze Jarmark Świąteczny- ten Świętojański i ten Bożonarodzeniowy.

 

Aha, aby jeszcze mieć czas, w międzyczasie byłem organizatorem Głównych Obchodów (2003) -300 lat Uniwersytetu Wrocławskiego. Tu był full wypas - wizyta Prezydentów Polski, Niemiec, przedstawicieli rządów z 15 krajów, liczne grono profesorskie, dziennikarze, programy telewizyjne i radiowe, duży koncert IX Symfonii Beethovena w kościele Uniwersyteckim (ponad 300 wykonawców), telebimy, światła, nagłośnienie, pokaz ogni sztucznych i na finał.3 wersje językowe filmu - reportażu z tych obchodów, a potem dużych obchodów 60 lecia Szkolnictwa Wyższego na Dolnym Śląsku i kilku plenerowych imprez akcesyjnych z Unią Europejską.

 

Ponieważ zawsze mi się chciało robić coś interesującego, nie pogardziłem propozycją przygotowania dla Encyklopedii Wrocławia w 2000 roku ponad 60 haseł o rozrywce i mass-mediach, które w drugim wydaniu w 2004 wybitnie zwiększyłem.

 

Gdy w 1997 roku rozpoczynałem organizację KORSA KWIATOWEGO w zespole pocysterskim w Lubiążu, nie przewidywałem ze w 2004 roku przekonam gestorów obiektów cysterskich (Trzebnica, Henryków, Krzeszów, Bardo, Kamieniec Ząbkowicki i Lubiąż), władze kościelne (Kard. Gulbinowicz, biskup Edward Janiak) oraz władze samorządowe i powołam Konsorcjum Szlaku Cysterskiego Dolnego Śląska. Gdyby nie kolejne wybory samorządowe oraz nam "życzliwi" , Konsorcjum hulałoby do dzisiaj. Ale nic złego, bowiem moje działania dotarły aż do Strasburga i europosłowie zaproponowali mi rolę koordynatora krajowego szlaku cysterskiego. Na razie czekam na "dobry klimat".

 

Na tej bazie zaproponowałem nowy cykl imprez turystyczno-kulturalnych "Perły Architektury Śląska", gdzie w latach 2004 - 2010 wiele znanych obiektów architektonicznych odwiedziło prawie 100.000 turystów. Przy jego organizacji współpracowałem z samorządami poszczególnych Gmin, a patronował temu przedsięwzięciu Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Prezes Polskiej Organizacji Turystycznej. Dzięki moim stałym partnerom medialnym o imprezach tych wiedziała cała Polska. SZLAK był drugim tego typu przedsięwzięciem turystycznym w Europie (po francuskich "Zamkach na Loarą"), który kompleksowo promował i pokazywał wybrane obiekty architektoniczne Śląska. Przedsięwzięcie to posiadało walory kulturalne, edukacyjne, promocyjne i integracyjne. Organizacja tego szlaku to duża szansa zobaczenia przez turystów wspaniałych zabytków, a dla tych obiektów dobrej promocji. Prowadziłem też działalność stricte kulturalną, organizując tam koncerty, turnieje zespołów ludowych i wystawy. W uznaniu zasług Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski wpisał mnie do grona liderów akcji "Piękniejsza Polska", a Polska Organizacja Turystyczna uznała PERŁY ARCHITEKTURY ŚLĄSKA za Turystyczny Produkt Roku 2004.

 

Jestem jednym z nielicznych w Polsce producentów - managerów dużych masowych imprez. Mówią o mnie, że nie ma dla mnie sprawy "nie do załatwienia". Znam się - jako nieliczny w Polsce - na produkcji telewizyjnej, radiowej i estradowej. Przed laty proponował mi stałą współpracę w Nowym Jorku red. Tony Halik, ale ja wolałem pozostać we Wrocławiu. Po prawie 45 latach pracy w branży show - businessu wiem, że kameralne imprezy "nie łapią ludzi". Staram się jednak organizować takie przedsięwzięcia, w których koproducentami są radio, telewizja i prasa. Jako pierwszy w Polsce (znów) zapoczątkowałem tę medialną współpracę przy organizacji imprez i dziś żadna Agencja nie porwie się na imprezę nie mając wsparcia mediów, bo to są żywioły nawzajem się napędzające.

Przyszła pora na fachowców i imprezy rozrywkowe czy kulturalne trzeba zlecać firmom, bo jest tyle szczegółów, które niefachowców położą na łopatki (tak jak położono "Milenium Wrocławia" czy EXPO Wrocław 2010)

 

Aha, pamiętacie ze pisałem o współpracy z ELITĄ.

Współpracy nie zaniechałem, bo ze Staszkiem Szelcem zorganizowaliśmy w 2008 roku Festiwal Słowian Sobótka. Przyświecało nam motto, że. "Dolny Śląsk to region bardzo bogaty w zasoby kulturowe, jedyny w swoim rodzaju, o czym żadnego z Dolnoślązaków przekonywać nie trzeba. Ale jest to region wciąż za mało widoczny i rozpoznawalny w Europie. Zachęciliśmy wiec Urząd Miasta i Gminy Sobótka do roli współorganizatora i gospodarza Festiwalu Słowian, bo tutaj na świętej górze Ślęzy odprawiali pradawne obrzędy Słowianie. Sobótka to miasto z tajemniczą górą, alpejskim mikroklimatem, życzliwymi mieszkańcami oraz zdrową i krystaliczną wodą. Na zboczu góry Ślęza zaadaptowaliśmy na amfiteatr naturalne ukształtowanie terenu dla około 5.000 osób, gdzie przez trzy dni wystąpiły zaproszone grupy artystyczne z Rosji, Litwy, Białorusi, Ukrainy, Słowacji, Czech i z Polski. Idea Festiwalu opiewała się wyłącznie do zaproszenia i zaprezentowaniu swoich walorów artystycznych zespołów z krajów sąsiadujących z Polską. I Festiwal Słowian Sobótka 2008 stał się - naszym zdaniem - najbogatszą i najbardziej medialną ofertą kulturalną w historii plenerowych festiwali Dolnego Śląska. Festiwal pozwolił również doświadczyć kontaktu z żywą historią, tradycjami oraz kulturą słowiańską. W tych dniach w Sobótce odbył się bowiem festyn archeologiczny i targi Sobótkowe, Ogólnopolski Turniej Tańca Towarzyskiego oraz wyścigi MTB . Gdyby nie kolejne wybory samorządowe i zmiana lokalnej władzy w Sobótce, która zmiatała to co nie ich, może byłby to największy festiwal słowiański w Europie. Za rok "uruchomiliśmy" razem z Szelcem w Sobótce militarną "Operacją Zachód", która ma być forpocztą Festiwalu Żołnierskiego, która też musieliśmy (powód - j.w.) przenieść z sukcesem do Wrocławia.

 

Kiedy człowiek idzie na emeryturę, a ja zrobiłem to 7.02.2011, myśli też o swoich zasługach i medalach. Z medali dorobiłem się jak na razie tylko dwóch krajowych odznaczeń ( "Zasłużony Działacz Kultury" i "Zasłużony dla Miasta Wrocławia") i jednego NRD - owskiego medalu przyjaźni "Für Unsere Freundschaft", który wielokrotnie na granicach PRL / NRD ratował "życie" i towary wielu zacnych kolegów z branży artystycznej. Dostałem też "Srebrnego Janka Krasickiego". Ale kiedy 20 września 2011 zadzwonili do mnie z kancelarii Prezydenta RP B. Komorowskiego, że dostałem Złotego Krzyża Zasługi na rzecz kultury polskiej, to wcisnęło mnie z radości w fotel. A wiec należy dalej działać. Potwierdzili to moi znajomi którzy w ponad 1000 esemesach dali wiarę ze warto. A dowiedzieli się o moim Medalu z wiadomości w TVP.

 

P.S.

Przez skromność oraz brak miejsca nie pisze o swoich innych działaniach, ale niech mnie inni opisują, a nie ja sam siebie. Wszak niektórzy mówią i piszą o mnie Fabryka Łaciak.



Nasze produkcje to między innymi :

  • Międzynarodowe Forum Przedsiębiorców Futurallia' 2006
  • Requiem pro pace
  • "Anioły Europy" - kocert plenerowy na wrocławskim Rynku
  • Realizator techniczny Międzynarodowego Festiwalu "Wratislavia Cantans "
  • MAJÓWKA na Zamku Grodziec
  • Festiwale Ulicy Świdnickiej we Wrocławiu
  • Wrocławskie Jarmarki Świętojańskie
  • Główne Obchody 300 lecia Uniwersytetu Wrocławskiego w 2002 roku
  • DZIEŃ Z UNIĄ EUROPEJSKĄ- 24 maja 2003 roku
  • Festiwale Polskiej Piosenki w Opolu - koncerty"Debiuty"(1987,1988,1889), "Kabareton" - Hej, szable w dłoń" (1993)
  • Produkcja koncertu , programu telewizyjnego i radiowego "Hej, szable w dłoń" na 35 lecie STUDIA 202 i widowiska telewizyjnego "ANDRZEJKI Dreptaka"
  • Sylwester na wrocławskim Rynku 89/90, 90/91, 91/92, 2000/2001 i plenerowy Sylwester w Wołowie 1999/2000
  • popowodziowe festyny: "Szpital im.Marciniaka na Fali " i "Pomagamy Polanicy"
  • Weekend w Rynku i Weekend pod Iglicą - wakacyjne imprezy plenerowe
  • imprezy promocyjne w kotlinie kłodzkiej - m.in."Agro- Feta"- Szczytna, "PIWNIK"- Radków
  • Bale , Garden- Party , akcje promocyjne: m.in. Rotary Klub, Dolnośląska Izba Gospodarcza, Fabryka Mebli "FORTE", Zakłady "Archimedes", Zakłady Samochodowe JELCZ ( 40 i 45 lecie) , MAKRO , CADBURY, KOMFORT
  • Otwarcie sieci komórkowej "IDEA" wraz z Wojciechem Mannem i Krzysztofem Materną
  • Majowe FESTIWALE KWIATÓW na zamku Książ i w Pocysterskim Zespole Klasztornym w Lubiążu
  • "Majówka z radiem ZET" i "Niebieskie Lato z Marylą " w 2000 roku
  • Konkursy " Miss Polonia" i "Mister Poland"
  • manager Andrzeja Waligórskiego i manager aktorów Witolda Pyrkosza , Ferdynanda Matysika i Andrzeja Mrożka
  • manager kabaretu Autorów ELITA , Dyrektor Agencji Artystycznej ELITA 1987 - 1993
  • szef Radiowego Studia Nagrań PR Wrocław ( 1979 - 1984)
  • Festyny wyborcze dla partii politycznych m.in. UW, AWS, SLD oraz festyn na zakończenie kampanii wyborczej Prezydenta RP A. Kwaśniewskiego w 2000 r.
  • współprodukcja i realizacja materiałów dla programów telewizyjnych m.in: "TV Studio 2" ,"Stare, nowe ,najnowsze", "Kawa czy herbata", " Apetyt na zdrowie" , "M d M", "Weekend z Piątką" i "Weekend-Weekend", "Z siatką na motyle " lub radiowych: "Studio GAMA", "Lato z Radiem", "Cztery Pory Roku" , "Radio Relaks" , "Studio ODRA"

Jako jedna z niewielu Agencji Artystycznych w Polsce, przy organizacji imprez zapewniam patronat medialny radia, gazety i telewizji.

MOJE MOTTO:

"Rzeczy niemożliwe załatwiam na wczoraj, na cuda musisz poczekać jeden dzień"




LISTY REFERENCYJNE


Powiększ obrazPowiększ obrazPowiększ obrazPowiększ obraz
Prezydent Miasta Wrocławia - 1991r. Uniwersytet Wrocławski Prezydent Miasta Wrocławia - 1988r. Sztab Wyborczy Aleksandra Kwaśniewskiego
Powiększ obrazPowiększ obrazPowiększ obrazPowiększ obraz
Zespół pieśni i tańca 'Mazowsze' Miss Polonia Polska Organizacja Turystyczna Radio Maryja
Powiększ obrazPowiększ obrazPowiększ obrazPowiększ obraz
Urząd Miejski Wrocławia - 2002r. Urząd Miejski Wrocławia - 2003r. Szpital im.Marciniaka Warsztat Terapii Zajęciowej 'Wspólnota'
Powiększ obrazPowiększ obrazPowiększ obrazPowiększ obraz
'Turystyczna Szóstka' Stowarzyszenie Absolwentów Uniwersytetu Wrocławskiego 'Wratislavia Cantans ' - 2005r. 'Wratislavia Cantans ' - 2003r.
Powiększ obrazPowiększ obraz
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy - 1998r. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy - 1999r.



razy